Przejdź do głównej zawartości

Biwak 01-02.04.2017 r.

To był bardzo spontaniczny wyjazd, oto jak do niego doszło: W poniedziałek zadzwonił do mnie Maciek, nasz kucharz, proponując biwak w jego rodzinnej Kłodnicy. Chwila zastanowienia i podjąłem decyzję. Jedziemy!

Spotkaliśmy się około godziny 11.00. w sobotę. Zaczęliśmy od zrobienia zakupów, po czym udaliśmy się do lasu, gdzie zagraliśmy w kilka gier. Po powrocie bez trudu rozpaliliśmy ognisko i ugotowaliśmy na nim obiad. Trzeba przyznać, że nie był zbyt wyszukany: ryż, pierś z kurczaka i sałatka. No, ale następnym razem zrobimy coś ambitniejszego :).

Po obiedzie zajęliśmy się przygotowaniem gry nocnej, oraz wygrabiliśmy trawniki przed okolicznym cmentarzem. O 17.15. wszystko było już gotowe, a ponieważ stwierdziliśmy, że gra może okazać się za długa, to pierwszy etap postanowiliśmy zrobić za dnia.

Tak więc o 17.30. wyruszyłem wraz z Mateuszem na wcześniej wybrane przez nas miejsce, a reszta miała nas znaleźć. Podchody! Chłopaki musieli zmierzyć się jednak nie tylko ze znakami patrolowymi i kilkoma zadaniami, ale też z własnym strachem. Bo oto w pewnym momencie zauważyli przed sobą stado dzików...

Gdy dotarli do ambony myśliwskiej, w której byliśmy ukryci i opowiedzieli nam swoją historię to im... nie uwierzyliśmy. W końcu było Prima Aprillis. Mimo wszystko zdecydowaliśmy się nie robić drugiego etapu gry w tamtym miejscu, ze względu na bezpieczeństwo.

Zamiast tego udaliśmy się na polanę, na której leżało pięć czy sześć wielkich powalonych sosen. Zagraliśmy tam w tzw. hiding game. Wcześniej zjedliśmy kolację. Niestety, późnym wieczorem okazało się, że nazajutrz Mati i Maciek muszą wcześnie rano wyjechać, więc zdecydowaliśmy, że zamiast jechać na mszę na Nowy Bytom pójdziemy na 7.30 w miejscowej parafii.

Poszliśmy spać po północy, dodatkowo, aby hartować się przed obozem wyznaczyliśmy warty nocne. Ja w trakcie mojej usiłowałem zrobić podpłomyki. I kiedy w końcu udało mi się ogarnąć właściwe proporcje zorientowałem się, że mam mąkę razową... Kto choć raz próbował np. pizzy na takiej mące zna smak charakterystycznego błonnika znajdującego się w niej. Delikatnie rzecz biorąc nie było to najsmaczniejsze...

Nazajutrz wstaliśmy o szóstej. Zjedliśmy śniadanie (jajecznica), spakowaliśmy się po czym poszliśmy na mszę świętą. Po niej skoczyliśmy do lasu, żeby posprzątać po niezrealizowanej grze. Jakby to powiedzieć... w pewnym momencie zrobiło mi się naprawdę bardzo głupio... bo oto w odległości jakichś 100 metrów od nas zobaczyliśmy... dzika.

To był już koniec wrażeń jeśli chodzi o ten biwak...




Komentarze

Prześlij komentarz