Przejdź do głównej zawartości

ZZZ 07-08.04.17 r.

Kwietniowa zbiórka Zastępu Zastępowych rozpoczęła się w piątkowy wieczór na mszy św. w pallotyńskiej parafii św. Andrzej Boboli w B-Białej. Dlaczego akurat tam? Powód był prosty - Ekstremalna Droga Krzyżowa (więcej TUTAJ), która w tym miejscu odbywa się w górach. W sumie, to nie zdecydowaliśmy się na żadną z harcore'owych tras - 45 lub 55 km, lecz na trasę "na wzór EDK - 20 km", a to dlatego, że nazajutrz musieliśmy być żywi...

Było nas tylko trzech, mianowicie: ja, Stefan i Piotrek, nasz drużynowy. Kolejno każdy z nas nawigował i tym samym każdemu udało się zgubić... Tak, Piotrkowi też! Jego skrót zakończył się przejściem przez czyjąś posesję.

Sama EDK jest rzeczywiście dużym przeżyciem. Powiedzieć, że było ciężko, to nic nie powiedzieć (choć prawdziwa droga krzyżowa była jeszcze przed nami - ale o tym dalej). Ale przecież właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Nasz czas (którego, nawiasem mówiąc już nie pamiętam) nie był specjalnie imponujący, no, ale przecież nie chodziło nam o forsowanie tempa.

W każdym razie po zakończonej trasie udaliśmy się do salek pod kościołem, gdzie zostaliśmy napojeni gorącą czekoladą i gdzie oczekiwał nas brat Mirek. Jest to człowiek, który części skautów jest na pewno znany, ponieważ swego czasu jeździł na wyjazdy wraz z PuSZczą.

Około 6.30 ruszyliśmy w drogę do Gliwic, a konkretniej do domu Stefana. Tam zostaliśmy bardzo gościnnie przyjęci przez jego tatę. Zjedliśmy śniadanie, po czym... poszliśmy spać. Niestety, nie na długo, a już na pewno nie na wystarczająco długo, przed wyzwaniem które czekało na nas za rogiem.

W sumie, to rzeczone zadanie nie czekało na nas za rogiem, tylko w Żernicy. I tu zainteresowani już pewnie wiedzą co się święci. Tak! Byliśmy na zbiórce wilczków, aby miały na kim się wyżyć opowiedzieć im o naszych zastępach i drużynie. Miłą niespodzianką była obecność dwóch chłopaków z naszego Eskulapa - Franka i Dawida. Niemiłą niespodzianką było to, że wilczki zaiste są równie straszne co straszną mają prasę... I obawiam się, że nawet najsilniejszy harcerz nie poradziłby sobie z powstrzymaniem ich pędu. Bo kto jest w stanie ocalić swój beret przed rękoma dwunastki ok. 10 letnich chłopców, z których trzech trzyma za nogi, po dwóch za każdą z rąk i czterech usiłuje wyrwać beret? A jeśliby rzeczony harcerz pomimo wszystko był w stanie zachować swoje nakrycie głowy, to wtedy znajdzie się jeden młodzieniaszek, który wpadnie na pomysł odebrania rzeczy o stokroć cenniejszej - guzy...

Ogólnie rzec biorąc po tej zbiórce musieliśmy utopić smutek w oranżadzie, a że nie mieliśmy oranżady, to zadowoliliśmy się lodami bakaliowymi 😂. Później wróciliśmy do domu Stefana, gdzie zjedliśmy obiad rozmawialiśmy trochę o sprawach drużyny.

Około godziny 17 wyjechaliśmy na osiedle Kopernika, gdzie dołączyli do nas: Radek i Tymek. Po chwili rozmowy w salkach poszliśmy na mszę do jezuitów. Po niej wróciliśmy do salek i tam odbyła się Rada Drużyny. Odbyła się przy towarzystwie o. Sebastiana oraz... pizzy zrobionej przez mamę Radka. Niestety, musieliśmy zakończyć spotkanie o 20.00., ale pomimo to udało nam się ją spożyć.

To był bardzo udany Z-Zet i z niecierpliwością czekamy na kolejne. Miejmy nadzieję, że tym razem w pełnym składzie!

P.S. Karol i Miki! Tak, to o Was mowa!!!

Komentarze